sobota, 15 sierpnia 2015

Cześć i czołem, kochani!

Witam Was wszystkich, choć pewnie żadnego z Was już tu nie ma. Pragnę Wam tylko napisać, że zaczęłam od nowa (wybaczcie, że bez Was) pod tym adresem - slum-city.blogspot.com. Jestem tylko człowiekiem, w dodatku niesamowicie leniwym, za to zdającym sobie sprawę z ogromu swoich możliwości, więc nie mogę obiecać, że będę trzymać się terminów, aczkolwiek możecie mieć stuprocentową pewność, że całe moje serce włożę w każde z opowiadań, nieważne, czy będzie ono słodkie czy gorzkie, krótkie czy długie, dramatyczne czy komediowe; nawet, jeśli nie będzie to opowiadanie, lecz wyjdzie spod moich rąk, bądźcie pewni, że jakaś część mnie tam jest. I jest też z każdym, kto to czyta, ogląda, czy po prostu zerka.
Pozdrawiam, Rozkwitający Kwiat Wiśni - Nessa Daere.

PS: Treść tego bloga zostanie tu jeszcze, póki nie przeniosę (zbetuję, przedyskutuję z moimi "głosikami rozsądku" i całkowicie przekształcę, starając się nie naruszyć fabuły) wszystkiego na ów wyżej wspomnianego bloga. Potem się zobaczy. :)

Kopia tego postu została opublikowana 15-go sierpnia o godzinie 16:00 na blogu stories-by-sakura.blogspot.com.

niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 13.

Mam już w planach kolejne opowiadanie, nie będzie to kontynuacja tego, ale Chloe będzie jedną z bohaterek. Na razie jestem w fazie obmyślania fabuły. Wyjątkowo będzie o przyjaźni, lecz więcej szczegółów nie zdradzę. No i już poprawiłam zakładkę z bohaterami, nie wiem, czy zauważyliście - poprzednio zdjęcia nie chciały się pokazać, bo przypadkowo usunęłam wszystkie obrazki z Blogspot na swoim profilu Google. Dodałam też wygląd bohaterów tego opowiadania, o którym napisałam powyżej, no i dodałam, kto gra kogo w moich opowiadaniach. Zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo dziwne jest to, iż znalazłam już bohaterów, a fabuły nie. Ale ja przecież tak mam...
Zapraszam!

- Promieniejesz, Hermiono. - Didier uśmiechnął się do mnie ciepło. Ten związek był zdecydowanie najlepszym wyborem Harrego. - Kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem, wyglądałaś tak smutno. A teraz naprawdę po tobie widać, że jesteś szczęśliwa. Czy to dzięki pracy w restauracji Ginny?
- Po części tak - rzekłam w chwili, gdy z kuchni wyszli Potter i najmłodsza Weasley. Przyszłyśmy z Rudą dwie godziny wcześniej. - Ale głównie to chyba dzięki Draco... - Zauważyłam, że Ginny była przygaszona, podobnie jak Harry. Miałam nadzieję, iż wyjaśnią nam, mnie i Didierowi, o co chodzi.
- Draco to ten, który pomógł ci odnaleźć córkę, prawda? - La Corte zainteresował się dziwnym zachowaniem swojego partnera i wyraźnie widziałam, iż chce go pocieszyć, ale przy Ginny, która wciąż o nich nie wie, nie bardzo mógł coś zdziałać. Postanowiłam wybawić go z opresji, i tak miałam się zbierać.
- My chyba już pójdziemy, muszę odebrać Chloe z przedszkola. - Wstałam i podniosłam z podłogi torebkę. Pożegnałyśmy się krótko z Harrym i Didierem, a następnie wyszłyśmy.
- Co się stało, Gin? Harry coś ci powiedział? - zapytałam ją, gdy deportowałyśmy się niedaleko przedszkola.
- Wiesz, co do niego czuję, Hermiś. Ja go kocham. A on mnie odtrąca... - Gin przerwała na chwilę. Przechodziłyśmy parkiem obok zardzewiałych huśtawek i ominęłyśmy świeżo malowane ławki. Zakręt dalej znajdowało się przedszkole Małej. - Myślę, że może kogoś mieć.
- A mówiłaś mu już o swoich podejrzeniach? - Pomachałam z uśmiechem do dyrektorki przedszkola dla głuchoniemych. Ta odmachała mi i weszła do auta. Otworzyłam furtkę.
- Zapytałam wprost, czy się z kimś spotyka. - Westchnęła i pierwsza wspięła się po schodach. - Powiedział mi, że aktualnie jest w związku, ale nic więcej nie umiałam wyciągnąć. Nie wiem, o co tu chodzi, Miona, ale myślę, że ma to związek z Didierem. On się tak zawsze na Harrego gapi i uśmiecha.
Zastanowiłam się chwilę nad tym. W sumie to chyba tylko Harry chciał kryć ich związek, La Corte zawsze był otwarty. To było dziwne.
- Czy ty coś na ten temat wiesz? - zapytała prosto z mostu, gdy Chloe przebierała się w szatni. Stałyśmy na korytarzu i gapiłyśmy się na wszystko, co działo się w budynku.
- Skąd takie przypuszczenia? - spojrzałam na nią.
- Bo nic się nie odzywasz... - mruknęła Ruda, przygryzając wargi. - Jeśli coś wiesz, to mi powiedz... Przecież się przyjaźnimy.
- Ja to wiem, Gin... - przerwałam, gdy Chloe szarpnęła rękaw mojej kurtki. Zapytałam ją bezgłośnie: - Gotowa? - A gdy kiwnęła głową, chwyciłam ją za małą, ciepłą dłoń i wszystkie trzy wyszłyśmy. - Tylko uważam, że Harry prędzej, czy później wszystko ci wyjaśni... nam wszystko wyjaśni. Obiecałam, że go nie wydam, wybacz.
- W porządku, nie będę cię naciskać. Mogę wpaść na kawę? - zapytała z uśmiechem. Chloe znów pociągnęła mój rękaw. "Co jest, słońce?", pokazałam. Mała obróciła się i wskazała stoisko z lodami, obok którego porozkładane były stoliki z krzesłami. Przekręciła głowę w moją stronę, niemo pytając, czy może, a gdy pokiwałam głową, szczęśliwa pobiegła do stoiska i ustawiła się w kolejce.
- Oczywiście, że możesz wpaść na kawę, Gin. Możesz nawet zostać do jutra - zaśmiałam się i ruszyłam za córką. Cieszyłam się, że ją odzyskałam i że wszystko było już było w porządku. Sprawa w sądzie obeszła się bez zbędnego echa, Bea i Ronald otrzymali odpowiednią karę, a małej przywrócono pamięć. Uzgodniłam też z Weasley'em, że Chloe będzie uczyła się magii, ale w domu. Otrzymaliśmy na to pozwolenie w Ministerstwie Magii, no i dodatkowo Harry, Didier, Ginny i Draco zobowiązali się pomóc mi w tym. Trochę się zdziwiłam, gdy Malfoy też chciał pomóc, lecz już tyle razy zrobił dla mnie coś dobrego, że prawie nazywałam go przyjacielem. Choć to "prawie" robiło znaczną różnicę.
- Które chcesz, mała? - zapytałam, wolno poruszając ustami. Chloe wystawiła w moją stronę ramiona, a ja wzięłam ją na ręce i obróciłam w stronę tablicy, na której pokazane były wszystkie smaki. Wskazała palcem truskawkę i miętę, a ja powiedziałam do sprzedawcy, by dał pół gałki jednego i drugiego smaku. Chloe nie jadła dużo, była jeszcze za mała, żeby zjeść całe dwie gałki. Nie byłam pewna, czy zje chociaż pół, więc poprosiłam też o samego wafelka.
- Chcesz loda, Gin? - zapytałam, gdy Chloe już jadła, a sprzedawca czekał, aż podam mu odpowiednią sumę.
- Dzisiaj podziękuję - usłyszałam rozbawiony głos Rudej. Doskonale wiedziałam, że ma alergię.
- Do widzenia - pożegnałyśmy się z mężczyzną i ruszyłyśmy parkową ścieżką do domu.
__
- Mam tylko cappucino! - krzyknęłam, sprawdzając zawartość szafek. Nawet nie wiedziałam, co mam w domu.
- Może być! - odkrzyknęła Ginny. Wyciągnęłam trzy kubki. Do jednego wlałam herbatę, a do dwóch pozostałych wsypałam dwie łyżeczki cappucino z dodatkowym kakao. To był mój ulubiony smak, więc nie zdziwiłam się, gdy z wszystkich napojów kofeinowych znalazłam tylko to. W sumie nawet się cieszyłam, nie miałam ochoty na nic innego.
Gdy niosłam kubki do salonu, po mieszkaniu zadźwięczał dzwonek do drzwi. Odłożyłam tacę z napojami na stole i poszłam sprawdzić, kto to. Przez Judasza zauważyłam rozglądającego się Malfoy'a. Otworzyłam.
- Cóż jest tak ciekawego w mojej okolicy, że z takim zaangażowaniem się po niej rozglądasz? - zapytałam, uśmiechając się. Usłyszałam z salonu "kto to?", lecz zignorowałam pytanie.
- Tak tu... zwyczajnie - rzekł Malfoy, patrząc na mnie. Ubrany był w niebieski T-shirt z jakimś nadrukiem i sprane jeansy. Na nogach miał szaro-białe tenisówki. Wyraźnie zużyte. - A co jest ciekawego we mnie, Granger?
- Wyglądasz jak człowiek - zaśmiałam się i odwróciłam, rzucając przez ramię: - Wchodź.
Wskazałam mu fotel i gdy usiadł, zapytałam:
- Chcesz cappucino?
- Nie masz kawy? - Pokręciłam głową. - Więc niech będzie.
Uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni. Na szczęście starczyło mi zagotowanej wody na kolejny kubek i po chwili już siedziałam na kanapie obok Ginny i naprzeciw Malfoy'a. Chloe leżała z psami na puchatym dywanie i oglądała Toma i Jerrego na telewizorze, który jakiś czas temu kupiłam. Nie był drogi, no i łatwy w obsłudze, więc czemu miałabym go nie wziąć?
- Co cię tu sprowadza? - zapytałam Dracona.
- Mam przyjaciela, który jest jednym z lepszych uzdrowicieli w świecie magii, i który od niedawna mieszka w Londynie. Opowiedziałem mu o przypadłości twojej córki i powiedział, że mógłby spróbować wyleczyć ją z głuchoty. - Spojrzał na mnie wyczekująco. Nie wiedziałam czy to żart, czy jego szczere intencje.
- Dlaczego chcesz jej pomóc? - zapytałam go, zaskoczona. Zrobił dla mnie tyle rzeczy i wciąż miał w zanadrzu coś nowego. Jeszcze się okaże, że ma w planach odnalezienie moich rodziców i przywrócenie ich do domu.
- Powiedzmy, że to... zadośćuczynienie za wszystko, co zrobiłem ci w przeszłości.
- On się rzeczywiście zmienił, Miona. - wymsknęło się Ginny, przez co Malfoy się zaśmiał.
- D-dziękuję - wydukałam, a Draco zaśmiał się raz jeszcze. Swoją drogą, miał bardzo miły dla ucha śmiech.

Następny rozdział zjawi się w niedzielę, poniedziałek, lub coś pomiędzy~

poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 12.

- Po co mnie tu zaprosiłeś? - zapytałam Dracona. Szykowałam się właśnie do pracy, gdy zadzwonił do mnie z propozycją wyjścia do tej mało znanej, aczkolwiek drogiej restauracji. Nie wiedziałam, po co, jednak z miłą chęcią przerwałam przygotowania do pracy i rozpoczęłam przygotowania na umówione spotkanie. Na całe szczęście nie zdążyłam jeszcze zadzwonić do szefa.
- Poczekajmy, aż przyjdzie kelner - rzekł z nonszalancją, obracając w dłoni pusty kieliszek. Przyglądałam mu się z uwagą, odszukując jakiegoś ruchu, emocji... czegokolwiek, co choć w najmniejszym stopniu przybliżyłoby mnie do poznania jego zamiarów. Nic jednak nie zauważyłam. Jego twarz była tak samo obojętna, jak dwadzieścia minut temu, gdy odbierał mnie spod domu swoim czerwonym porche, oraz gdy pierwszy raz zobaczyłam go w jego gabinecie.
W pewnej chwili podszedł do nas kelner o azjatyckich rysach. Odziany na biało, milczący, zerkający na nas znad swojego notatnika w czarnej, skórzanej oprawie.
- Dwa razy danie dnia - Malfoy, najwyraźniej, postanowił zamówić za mnie. - A na deser pudding czekoladowy i... Granger, czego sobie życzysz? - Spojrzał na mnie wyczekująco.
- To samo poproszę - rzekłam, uśmiechając się lekko kącikiem ust.
- To samo. - Dracon zwrócił się do kelnera.
- Wina? - Od razu po zadanym nam pytaniu zorientowałam się, że kelner niezbyt dobrze posługuje się językiem angielskim. Przede wszystkim powinienem zadać je całym zdaniem. Wiem, bo Gin przyszła mi się kiedyś użalać, jak to cztery razy z rzędu wałkowała etykietę i podstawowe wymagania, jakich oczekuje się od kelnerów, bo nowa pracownica "nie bardzo się orientowała".
Kelner skończył notować, ukłonił się i odszedł.
- Nigdy nie zatrudniłbym w restauracji osoby nie znającej angielskiego. - Wiedziałam, że rozpoczął ten temat jedynie po to, by przerwać drętwą ciszę, jaka między nami zapadła po odejściu azjatyckiego chłopaczka.
- Też się zorientowałeś, że nie zna języka? - Uśmiechnęłam się doń, licząc na rozwinięcie tematu. Szczerze wolałam plotkowanie o kelnerze, niż brak jakiejkolwiek konwersacji.
- Nie byłbym teraz na tak wysokim stanowisku, gdybym nie zauważył czegoś takiego - odrzekł z dumą. - Wyraźnie się gubił, gdy składałem zamówienie. Dlatego starałem się mówić wyraźnie, żeby nie przyniósł nam czegoś, czego żadne z nas by nie zjadło - zaśmiał się, ja jedynie uśmiechnęłam i pokiwałam głową. Chyba tylko on czuł się w tamtej chwili swobodnie... jeżeli w ogóle.
- Słuchaj, Hermiono, ja wiem, że do tej pory za sobą nie przepadaliśmy, ale nie uważasz, że pora to zmienić? - Prawdopodobnie do zgody przekonało mnie to, że pierwszy raz powiedział moje imię bez kpiny w głosie.
W każdym bądź razie, dziesięć, lub dwadzieścia minut później azjatycki chłopak wrócił, niosąc na dwóch tacach dwa smakowicie wyglądające dania, do tego drugą ręką pchając wózek z szampanem, oraz jakimiś sałatkami. Wtedy stało się jasne, jak to możliwe, iż w ogóle go zatrudnili w tak prestiżowej restauracji. Ja bym nie uniosła dwóch tac mając do dyspozycji tylko jedno ramię.
- Smacznego - życzył po położeniu na stole naszego zamówienia i nalaniu do kieliszków krwistoczerwonego szampana. Schował tacę pod pachę, ukłonił się i odchrząknął krótko. - Gdyby chcieliby państwo czegoś jeszcze, proszę dzwonić tym. - Wskazał mały dzwoneczek, który dopiero wtedy spostrzegłam położony obok wiaderka z kostkami lodu, w którym chłodziły się dwie butelki szampana - jedna otwarta i jedna zamknięta - a następnie odszedł.
Wózek z sałatkami nadal stał obok naszego stolika.
- Smacznego, Draco - rzekłam doń i już chciałam wziąć do ręki widelec, gdy jego głos mnie powstrzymał.
- Zaczekaj, Granger, najpierw toast. Przecież zaprosiłem cię tu, żeby świętować, no nie? - Malfoy podniósł znów swój kieliszek i przybliżył go trochę w moją stronę.
Zrobiłam ze swoim to samo, jednak nie stuknęłam. Musiałam najpierw dowiedzieć się najważniejszego.
- Co tak właściwie świętujemy?
- Chciałbym ci pogratulować zwolnienia z pracy. - Draco uśmiechnął się i nie czekając na moją reakcję, sam przybliżył kieliszek, dotykając go na chwilę z moim i biorąc dość duży łyk.
- J-jak to...? - Niezbyt to rozumiałam, więc również napiłam się wina, licząc na to, że trochę się rozluźnię.
- Dzięki mnie aktualnie jesteś bezrobotna, Granger. - Widziałam w jego oczach powagę. Wtedy jeszcze nie spodziewałam się tego po nim. Draco Malfoy miałby mi pomóc? Ten Draco Malfoy? - Możesz iść do młodej Weasley zapytać o pracę. - Uśmiechnął się do mnie iście czarująco.
- Merlinie, Malfoy, chyba mam coś nie tak z głową, bo mam ochotę cię przytulić i wychwalać pod niebiosa. - Pierwszy raz tego wieczora szczerze się zaśmiałam. Co prawda krótko, ale jednak.
- Na wychwalanie pozwalam, ale z przytulenia zrezygnuję. Aktualnie mam narzeczoną. - Przekręcił swój srebrny pierścionek na palcu, jakby to była co najmniej obrączka ślubna. We mnie wezbrała niezrozumiała wściekłość.
- Tylko żartowałam - westchnęłam, kręcąc z politowaniem głową. Miałam szczerą nadzieję, że się nie zorientował. - Tak właściwie, jak ci się to udało?
- W sumie to nawet nie wiedziałem, że masz tam tak źle, dopiero gdy Pansy i Tracey przyszły do mnie z prośbą, czy nie mógłbym ci pomóc, czegoś się dowiedziałem. Pogadałem więc z twoim szefem... i jakoś to wyszło. - Spojrzał na zegarek. - Za jakieś dwadzieścia, do trzydziestu minut powinnaś dostać od niego telefon
Zaraz po jego słowach zadźwięczały pierwsze akordy mojego dzwonka. Z niedowierzaniem spojrzałam na wyświetlacz - dzwonił mój szef.
~no to tak... na początku chciałabym przeprosić osoby, które w zeszłą niedzielę oczekiwały bonusu o początkach Harrego i Didiera, ale odłączyli mi na jakiś czas internet i nie bardzo miałam jak Was poinformować, że rozdział się jednak pojawi, w ogóle nie mogłam go nawet dodać. Mam też sprawę do tych, co chcieli, bym informowała ich o nowych rozdziałach: moglibyście jeszcze raz pod tym postem wysłać mi adresy, pod jakimi mam informować? Dzięki. :)~

sobota, 15 listopada 2014

Sowa IV

Rozdziały będę dodawać w tygodniowym odstępie (dlatego usunęłam z kolumny po prawej stronie Proroka, w którym zazwyczaj informowałam, kiedy możecie się spodziewać następnego rozdziału), natomiast wszelkie dodatki i kilkuczęściowe miniaturki nie mają określonej daty. Gdy na coś wpadnę, to tu wstawię. Chciałabym również, byście wysyłali mi swoje one-shot'y, miniatury, i tak dalej, dla szerszej publiczności, bo może kiedyś, w niedalekiej przyszłości, mój blog się rozpowszechni i wolałabym, by nie tylko moje dzieła były na nim dostępne. Nie muszą być Dramione, może być dowolny parring, może też w ogóle nie być to romans. O szczegóły pytajcie w zakładce 'Kontakt'. :)
Mam jeszcze jedną prośbę - jeśli znacie jakieś dobre, czepialskie bety, które znają się na rzeczy, mają jako-takie doświadczenie i wolny czas, moglibyście dać mi do nich mail, czy numer Gadu? Z góry dziękuję. I od razu, jak już przy tym jesteśmy - miło by było, gdyby był/a też w stanie betować moją twórczość z drugiego bloga - czyli tego o miłości męsko-męskiej. :)
Jutro pojawi się pierwsza część bonusu o Harrym i Didierze, zamiast rozdziału dwunastego, bo jeszcze go nie skończyłam, a skoro już ustalam daty, to chcę Wam dać cokolwiek. Takie zastępstwo będzie miało miejsce tylko raz, mam taką nadzieję.
No i dorzucam Wam też kilka zdjęć, tak na lepszy start:


  

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 11.

 Przed rozprawą w sądzie postanowiłam jeszcze raz porozmawiać z Beą i Ronaldem. Musiałam się dowiedzieć, dlaczego tak naprawdę zabrali mi Małą. Ostatnio przecież nic sobie nie wyjaśniliśmy.

 - Cześć, Hermiono. - przywitała się Bea cicho, dosiadając się do mnie z Ronem. Uśmiechnęłam się do nich. - Możesz pytać, postaramy się odpowiedzieć na wszystko.

 - W porządku... To może najpierw zapytam, dlaczego?

 - Bea... nie może mieć dzieci. - odpowiedział Ron, powoli, jakby obawiając się wybuchu. - Powiedziałem jej raz, że mam dziecko z tobą.

 - Ja zapytałam, czy so bie z nią radzisz, a Ron na to, że nie wie. Więc postanowiliśmy cię poszukać. I na początku chcieliśmy tylko zapytać, czy nie moglibyśmy jej dzielić. No wiesz, bo w końcu to też twoje dziecko i... ona by mogła u nas przebywać co jakiś czas, a kiedy indziej u ciebie, ale... jak zobaczyłam, jak ty żyjesz i że Chloe żyłaby tylko i wyłącznie w świecie mugoli, to...

 - Powiedziała to mnie i to ja zarządziłem, żebyśmy Chloe ci ukradli. Myślałem wtedy, że nie zgodziłabyś się, żeby ona o magii wiedziała, żeby mnie poznała. Byłem wściekły i rozczarowany. I... po prostu to tak wyszło.

 - No dobrze, to zrozumiałe, ale po co modyfikowaliście jej pamięć? I tak dużo ze mną nie przebywała, a w dodatku jest jeszcze dzieckiem, prędzej czy później zapomniałaby o pewnych faktach, zawsze tak jest.

 - Nie chcieliśmy, żeby cierpiała wiedząc, iż nie jest z prawdziwą matką. - powiedziała po chwili milczenia Bea.

 - No ale przecież... mogliście uzgodnić to ze mną. Dlaczego od razu założyliście, że nie zgodzę się na taki układ? - Ron wzruszył bezradnie ramionami. - Dobrze... to chyba wszystko, co chciałam wiedzieć.

 - Wiesz, Miona, ja chyba myślę, że... moglibyśmy ci ją oddać bez tej rozprawy w sądzie. Nie chcemy rozgłosu.

 - W-w porządku. Porozmawiam z Malfoyem i postaram się coś uzgodnić.

*

 - Jak to chcesz odwołać sprawę?!

 - Rozmawiałam dzisiaj z nimi, powiedzieli, że mogą ją oddać bez problemu. Po prostu wcześniej, gdy do nich przyszłam myśleli, że to nie będzie aż tak poważne. Mówili coś o procedurach i karze, wystraszyli się.

 - A tłumaczyli ci, dlaczego ci ją zabrali? Granger, przecież oni ukradli ci dziecko, gdyby to była jakaś rzecz... powiedzmy, portfel czy same pieniądze, to rozumiałbym to, ale to jest żywa, niewinna osoba, należy im się kara!

 - Nie znasz ich! Oni też mają ciężko!

 - Niby jak?!

 - Bea nie może mieć dzieci, nie znam szczegółów, ale to jest raczej prawdą. W dodatku teraz przez tę sprawę mogą wypaść w złym świetle. Oni potrzebują pomocy, nie kary!

 - Skoro są tacy bez winy to dlaczego nie przygarnęli dziecka z sierocińca? Wiesz, ile tam jest pokrzywdzonych dzieci? Tamte mogli wziąć, a nie kraść cudze!

 - Ale Ron powiedział, że chciał najpierw ze mną porozmawiać na ten temat, nie chciał jej z początku kraść.

 - Nie mogę już cofnąć tej sprawy, to zaszło za daleko. - powiedział w końcu, po długim mierzeniu się wzrokiem.

 - Kompletnie nic się nie da zrobić? - zapytałam z nadzieją, jednak znając już odpowiedź.

 - Niestety. - cóż, nie pomyliłam się.

*

 - Co taka smutna? Uśmiechnij się. - powiedziała Ginny, gdy wychodziliśmy z teatru. Sztuka była naprawdę dobrze zrobiona, jak na amatorkę, ja jednak wciąż myślałam o tej rozprawie w sądzie. Jak dla mnie też byłoby lepiej bez niej. Już wszyscy zapomnieli o przyjaciółce Harry'ego Pottera, żyjącej w świecie mugoli, a jeśli teraz dowiedzieliby się o tym... mogliby dobrać się też do samego Harry'ego. Węszyliby i bałam się, że mogliby dowiedzieć się o związku Pottera z Didierem. Gin o nim nie wie, bo niczego nie podejrzewa, ale prasa to co innego. Wciąż pamiętam te problemy spowodowane przez Reetę Skeeter, w dodatku bezpodstawne.

 - Moja babcia zawsze mówiła, że jeśli człowiek nie może uśmiechnąć się sam, to trzeba mu pomóc. - rzekł Didier. Podszedł do mnie i podniósł kąciki moich ust w górę. Teraz naprawdę się uśmiechnęłam. - Fajnie jest uszczęśliwiać ludzi. - Harry popatrzył na niego ciepłym wzrokiem, uśmiechając się lekko. Didier odwzajemnił uśmiech.

 - Fajnie to jest mieć przyjaciół. - powiedziała Ruda, obejmując mnie i Harry'ego ramieniem. Próbowała jeszcze sięgnąć Didiera, lecz jej się to nie udało. Zaśmiała się. - Idziemy do mojej restauracji coś zjeść?

 - Pewnie. - odezwałam się wreszcie. Od dłuższego czasu nic nie mówiłam.

 - Dzisiaj daniem głównym jest... czekajcie, zadzwonię do Diany. - zaczęła grzebać w torebce.

 - Nie trzeba, Ginny. Dowiemy się na miejscu. - powiedział Harry, z ulgą przyjmując zdjęcie szczupłego, acz silnego ramienia Rudej.

Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy i już po kilku minutach byliśmy na miejscu. Ja, Harry i Didier zajęliśmy stolik pod oknem, a Ginny podeszła do lady, witając się uśmiechem z kobietą zań stojącą. Prawdopodobnie była to nowa pracownica, gdyż nie mogłam sobie przypomnieć jej twarzy.

- Ta restauracja przypomina mi restaurację Serafiny. Ta sama kolorystyka i atmosfera, tyle że otoczenie jest tu... bardziej przyjazne - stwierdził Didier, uśmiechając się na widok bawiących się na placu dzieci.

- Też mi się z tym skojarzyło. - Po słowach Harry'ego zapanowała nad wyraz drętwa cisza. Ginny poganiała swoich pracowników, czym rozbawiła niektórych gości, a ja rozmyślałam o wszystkim.

Gdyby spojrzeć na wszystko z boku, dopiero teraz zaczęłam... żyć. Wcześniej wszystko, co robiłam, to praca i opieka nad Małą, domem i psami. Zastanawia mnie, jak mogłam tak nisko upaść. Przecież udało mi się tyle osiągnąć. Zdawało mi się, że wiele osiągnęłam.

Za bardzo się starałam?

- Wróciłam. - Gin dosiadła się na krzesło obok mnie i uśmiechnęła. - Skoro wszyscy robią to, co robić powinni... - Zgromiła Zabiniego, sprzątającego sąsiedni stolik, wzrokiem. - ...Zaraz ktoś przyjdzie nas obsłużyć.

- Bardzo przytulna restauracja - rzekł do niej Didier, unosząc kąciki ust.

- Mam nadzieje, że jedzenie również przypadnie ci do gustu.

Wiem, że krótkie, ale to mi przejdzie. Wypadłam z wprawy...

niedziela, 28 września 2014

Hello, everyone~~

Pewnie zapomnieliście o tym blogu i historii się tu rozgrywającej, powiem Wam, że ja też przez jakiś czas o niej zapomniałam. Ale teraz znów tu jestem i znów będę pisać, jeśli ktokolwiek ma ochotę czytać. Heh. Mam trzynastu obserwatorów, w tym dwójka, która w ogóle tego nie czyta, nawet ich to nie interesuje, ale to nie dziwne, a ja mam ochotę podbić Internet opowiadaniem z tegoż bloga. Tak więc ten, jeśli chcecie przypomnieć sobie, o czym to w ogóle jest, lub jeśli jest ktoś nowy i ma ochotę zacząć razem ze mną "drugi start", macie czas na przeczytanie wszystkiego od nowa, w sumie do listopada, ja w tym czasie postaram się poprawić błędy w postach, skasuję ten ostatni, no i... pomyślę nad treścią poważniej niż do tej pory. Btw. muszę sobie znaleźć betę.
Tak więc przepraszam za komplikacje i za to, że pewnie sobie o mnie wiele złego pomyśleliście - to już przeszłość. Dzięki.
Wyjątkowo, pozwalam Wam popsioczyć na mnie pod tym postem, ale tylko pod tym, pod innymi nie życzę sobie bluźnierstw (nie mówię tu o konstruktywnej krytyce). ;)
Enjoy~~

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Przepraszam, przepraszam, PRZEPRASZAM~~

Nie było mnie tyle czasu... i  jeszcze Wam o tym nie napisałam.... nawet nie wiecie gdzie byłam... OMFG.... to może napiszę to jakoś tak... bardziej składnie, o.

Powinnam zacząć od przeprosin, które są o tam, u góry (^), no i odpowiedzieć na pytanie "łaj?". Otóż, byłam przez miesiąc (04:03-08:04) w sanatorium "Słoneczko" w Kołobrzegu (pozdrawiam wszystkich, którzy byli chociażby w tym mieście, jest naprawdę piękne, a jakie dobre lody tam sprzedają ≥ω≤ nutella~) i jakoś tak nie chciało mi się wchodzić na neta i wypisywać tego wszystkiego, dlaczego, po co, co Ci jest, itd. No po prostu mi się nie chciało. Wolałam sobie pościągać muzykę, choć i tak zbyt wiele tego nie ściągnęłam, bo mi się oczy kleiły (wpadłam na to gdzieś tak 23-24, a wcześniej się jeszcze musiałam dopakować, bo mi się przypomniało, że coś jadłam po umyciu zębów i muszę myć zęby raz jeszcze), koło drugiej-trzeciej w nocy wyjechaliśmy i jazda trwała mniej więcej 7 godzin, bo to tak jakby drugi koniec Polski. ALE, przynajmniej autem jechaliśmy. ;^; Moja współlokatorka, mieszkająca dużo, dużo bliżej Kołobrzegu, niż ja, wyjechała pociągiem i jechali z rodzicami przez ponad dobę (taka przestroga: nigdy nie jeździjcie pociągami, chyba, że Wam się nie spieszy. Już lepiej pożyczyć samochód od znienawidzonej rodziny, czy błagać znajomego na kolanach, niż ciągnąć się przez paręset kilometrów takim #@$%^$&, zwanym pociągiem), także nie polecam, ne.
Wracając do szanownego wyjazdu (pokłony dla piguł, doktora-pedaua, i tych wszystkich debili, którzy są w większości naprawdę zajebiści, szkoda, że się raczej nie spotkamy (to się tyczy "tych debili", bo do "Słoneczka" jeszcze kiedyś na pewno przyjadę, także: piguły, strzeżcie się! hehehe~), lecz nie smutajcie się, bo w końcu mamy fejsbuczka, ne? XDD"), fajnie było, ale mogli nam oszczędzić w weekendy tych potrójnych spacerów po plaży, potem taki syf w butach, że nam się tego nie chciało sprzątać..... i siem ludzie dziwio, czemu w kapciochach tyle piaseczegu, so? Jak jakiś meneleg.... też Was kocham ˆзˆ
Ale nie, poważnie, fajnie było. Mieliśmy pobudkę gdzieś tak o 6:00, ale tak było nudno, że ja zasypiałam o 21:00, a ponieważ zawsze śpię 8 godzin, to się budziłam dość wcześnie XDD" (wstawałam z mewami C""":). Potem mieliśmy albo inhalację albo gimnastykę, w zależności od tego, w jakiej grupie kto był, to się zmieniało co dwa dni: w jeden dzień masz najpierw gimnastykę, potem chyba basen, a w następny masz inhalację i potem gimnastykę. Śniadanie było o 8:00, a po nim mieliśmy być w świetlicach z naszymi opiekunami tak gdzieś do drugiego śniadania, czyli koło 10-11, potem spacer (nasz zazwyczaj był do Biedronki, chyba, że zażyczyliśmy sobie iść gdzieś indziej (dwa razy zaproponowaliśmy pójście do galerii, szkoda, że w niej Empika nie było :CC)). Następnie koło 13:00 obiad i szkoła. Zazwyczaj były luźne lekcje, na których mieliśmy pracować samodzielnie (ja złapałam dwie jedynki z niemca, ale o tym później hihi). Po trzeciej lekcji szliśmy na podwieczorek, a potem kolejne dwie i kolacja XDD" Pomimo tego, iż i tak mieliśmy łatwiej, bo było tylko pięć lekcji + nie było religii, to i tak podstawówka miała fajniej, bo oni mieli tylko 4 i przychodzili godzinę później na lekcje (oczywiście godzinę lekcyjną, bo wszystko trwało tyle, co w normalnej szkole, tylko zamiast długiej przerwy był podwieczorek XDD").
Wracając do spacerów z opiekunami i ogółem do opiekunów: każda grupa (których było pięć, ja byłam w czwartej: pozdro; wszystkie grupy miały inne te takie.. choróbska, nw jak to nazwać hihi~ W każdym razie: grupa pierwsza i druga były grupami odchudzającymi, a pozostałe trzy to była... taka mieszanka XDD") miała jednego opiekuna (w naszej naliczyłam ze trzech, bo ciągle ktoś inny na zastępstwo przychodził) i chodziła z nim na spacery i wygyly... no więc my byliśmy głównie na spacerach w Biedrze, jak już mówiłam, ale zdarzały się też spacery na plażę, gdzie były łabędzie, mewy, mnóstwo mew, no i stragany z upominkami suodyczami (tam były te dobre lody~), i tymi innymi. Ja tam kupiłam taką małą, różową świnkę i nazwałam ją "Kira", bo kiedyś miałam fazę na imię Akira i mi się tak przypomniało, to wycięłam "a", ona jest tak KAWAII~. I byliśmy też dwa razy w galerii, za pierwszym razem, bo chcieliśmy wszyscy (kupiłam tam taką zajebiaszczą torbę z croppa, skórzaną, była na przecenie -60% <3, może kiedyś prześlę zdjęcie haha~ Nie no, kto by chciał oglądać zdjęcia torby XDD" i dwie laleczki woodu (ja osobiście nie wierzę w ich działanie, ale są ładne, to je kolekcjonuję ;3;)), a za drugim razem, bo ja poprosiłam, a reszta się nie skarżyła (okazało się, że na tej zajebiaszczej torbie jest dziura i musiałam ją wymienić, na szczęście był tak taki miły sprzedawca i po zobaczeniu paragonu, zapytał czy chcę wymienić czy zwrot pieniędzy, a jak odpowiedziałam, to po prostu wymienił ^-^"), w dodatku przeszliśmy się też do księgarni i kupiłam sobie mangę, bo była jako jedyna z "jedno-partówek", już nawet moja współlokatorka (ta, o której wspominałam), chciała mi ją kilkukrotnie odkupić, ale jej zawsze stanowczo odmawiałam. Mangi yaoi nie oddam, po moim trupie!
A wracając do tych jedynek z niemca: byłam chyba ze dwa razy chora, ale dopiero za drugim ŁASKAWIE postanowili mnie przepadać i zamknęli na trzy dni do izolatki, miałam taką zajebistą współlokatorkę - Morgan (pozdro ;3;), do której ciągle ktoś przychodził. XDD" No i w czasie zamknięcia mnie w izolatce była jedna lekcja niemieckiego (gdyż zamknęli mnie na piątek-sobotę-niedzielę), na której się nie pojawiłam z powodów oczywistych i na której omawiali godziny, z których później dostałam jedynkę XDD" Ale mam w szkole taką fajną nauczycielkę od Niemca, która powiedziała, że jeśli teraźniejszy sprawdzian (bo tak się złożyło, że po moim powrocie miał być sprawdzian, tylko przed nim jeszcze jedna czy dwie lekcje takie "powtórkowe") napiszę na dobrą ocenę, to nie będę musiała nic nadrabiać. Yay~ A ta druga jedynka to tak naprawdę 2+, na które nie chciało mi się uczyć XDD"

I choć może trochę kulawo mi to wyszło, to jednak przyjmiecie moje przeprosiny, i na jakiś czas pocieszycie się tą króciótką lekturką z życia Saki-chan, póki nie skończę następnego rozdziału, co Wy na to? hihihi~

Ah, i prawie bym zapomniała~~ Mam dla Was coś, co z pewnością (jeśli lubicie to opko) Was ucieszy: z początku chciałam zawiesić bloga, bo mi słabo dość szedł i nie miałam weny na to opowiadanie, a wydawało się być tak zajebiście rozplanowane, to jednak po wyjeździe nad morze (tak myślałam, że zyskam Wenę, lecz nie liczyłam, że na to opo) odzyskałam na nie Wenę i teraz wiem już, czym je przedłużyć, by wyszło cudeńko~~

Zajebiście ucieszeni ze streszczenia miesiąca nieobecności Sakury? To fajnie, bo następny rozdzialik dopiero w przyszłą sobotę, chyba, że się wcześniej wyrobię. hihihihihi~

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 10.

Rozdział z dedykiem dla trzech bardzo ważnych dla mnie osób:
° dla kochanej Manami, która straciła wenę do jednego z opowiadań - żebyś się nie poddawała~!
° dla biednej Aroosy, która musi ze mną pisać opowiadanie.. Niestety dowiedziała się na własnej skórze, jak bardzo jestem leniwa - musisz podawać mi dokładne terminy publikowania i podawać je czytelnikom, bo inaczej będzie trzeba dłuuugo czekać~! xd
° oraz dla mojej Tajgi, która... gra ze mną w imvu i... w sumie nawet tego nie czyta... ale za to świetnie rysuje - pracuj nad talentem, może kiedyś Ci się przydać~! xP

Em... powinnam jeszcze chyba wspomnieć, że to co w nawiasach, to moje "dopiski" i nie musicie tego czytać xD

 Gdy byłam już w pokoju, położyłam się z powrotem, choć nie mogłam zasnąć. To naprawdę straszne, gdy przyłapujesz najlepszego przyjaciela na czymś "takim". Biedna Ginny i jej złudne nadzieje. Chciałabym powiedzieć jej prawdę, jak bardzo tego w tamtej chwili pragnęłam. Ale przecież to by jej złamało serce, Harry sam musiał się przyznać.

 Swoją drogą, ciekawe, jak się z tym czuje Didier. Będę musiała go zapytać - jak to jest być kimś, kto rozwala cudzy związek. Może nie tak do końca związek, ale bardzo silne relacje, jakie łączyły Ginny i Harry'ego. A może to tylko Gin kochała go tak prawdziwie? Może Potter wyjechał, bo Ruda była zbyt nachalna? Nie, przecież sam mówił, że wyjechał z powodu sławy, reporterów, to wszystko go przerastało. Wiem o tym. Harry nie kłamał.

 - Wstawaj, Miona. - Ginny potrząsnęła moim ramieniem od tyłu.

 - Nie śpię, Gin. - starałam się, by mój głos brzmiał, jakbym dopiero co wstała.

 - O której wstałaś? - zapytała, stając zaraz przede mną z rękami opartymi na biodrach. Zaczynała coraz bardziej przypominać panią Weasley.

 - Wiesz, że w tej pozie przypominasz swoją matkę? - zapytałam, przekręcając się na plecy.

 - Nieważne. - machnęła ręką i zerwała ze mnie kołdrę. - Pora wstawać!

 - Już wstaję. - westchnęłam, wstając. Machnęłam różdżką i byłam gotowa.

 - Chodź szybko, chcę obudzić Harry'ego. - uśmiechnęła się zadziornie.

 - Harry chyba już nie śpi, słyszałam, jak się kłócili z Didierem.

 - To dlatego tak wcześnie wstałaś? Biedactwo moje, wybudzili cię? - zapytała smutnym głosem. Jednak wiedziałam, że załamała się nie z powodu mnie, a z powodu zniszczenia jej "niespodzianki". W sumie to chyba nawet lepiej, że nici wyszły z tej jej pobudki. Ciekawa jestem, jakby zareagowała, gdyby zobaczyła Pottera z Didierem w jednym łóżku. To by dopiero była "niespodzianka".

 Na dół zeszłyśmy w ciszy. Ginny była wyraźnie przygaszona. Aż tak bardzo chciała zobaczyć śpiącego Harry'ego? No w sumie... nie widzieli się dwa lata, to chyba normalne.

 - Cześć, Didier. Gdzie Harry? - zapytała Ginny, gdy weszłyśmy do kuchni. Ja jedynie skinęłam głową i usiadłam do stołu.

 - Poszedł do łazienki. Co zjecie? - zapytał Didier, szczerząc się od ucha do ucha.

 - Śniadanie. - mruknęłam, bawiąc się pomarańczą.

 - Tyle to już wiem. - odparł Francuz, wciąż jednak zadowolony. Już ja wiem, z czego się cieszysz.

 - A co macie? - zapytała Ginny, siadając obok mnie.

 - Hm... - Didier zajrzał do lodówki. - Parówki (dlaczego dziwnie mi się to skojarzyło? - dop.aut.), ser, szynka, pieczarki... o, właśnie, mogę zapiekanki zrobić.

 - A umiesz? - Ginny była wyraźnie zdziwiona.

 - Tak. - zaśmiał się. - Francuzi potrafią przyrządzać też normalne potrawy. Jeśli zapiekanki można uznać za "potrawę". - powiedział cicho.

 - A-aha... - mruknęła.

 - To chcecie zapiekanki?

 - Nie, raczej nie. Ja bym prosiła omlet. - uśmiechnęła się uroczo. - O, Harry, cześć! - krzyknęła, rzucając się Harry'emu na szyję. A ponieważ się tego nie spodziewał, zachwiał się kilka kroków w tył, łapiąc Ginny za biodra.

 - Tak, mi też miło cię widzieć, Gin, ale nie musisz mnie już tak ściskać. - wydusił, próbując ją od siebie odkleić. - Przecież wczoraj się widzieliśmy.

 - Ale nie zdążyliśmy nadrobić zaległości. Przejdziesz się jutro ze mną i z Mioną do teatru? Jutrzejsze przedstawienie powinno być ciekawe. Możesz wziąć też Didiera. - Harry wyraźnie się wahał, ale po usłyszeniu ostatniego zdania, zgodził się. Dziwne, co (czujecie ten sarkazm? ;-;" - dop.aut.)?

 - Czemu mnie w to wciągasz? - zapytałam, podnosząc wzrok na Rudą.

 - Nie wciągam, przecież uzgodniłyśmy to wczoraj wieczorem. - jej wzrok mówił sam za siebie (wyobraźcie sobie teraz własnego opiekuna, próbującego nakłonić Was przy kimś do czegoś, czego nie chcecie. Wy wtedy taki "face palm" haha - dop.aut.).

 Westchnęłam i przyjęłam od Didiera śniadanie z cichym "dzięki".

 - To na co idziemy? - zapytał Didier, gdy wszyscy już się najedli, a Harry magią umył talerze i odstawił je do szafek.

 - Na... amatorską inscenizację Romea i Julii. - powiedziała uprzejmie Gin. - Zapewne już to znacie, ale pójść nie zaszkodzi. Diana będzie w tym grać. Zawsze chciała zostać aktorką.

 - Diana aktorką? Ciekawie. - powiedziałam cicho, wstając od stołu. - Chyba musimy już iść.

 - Czemu? - zapytała zawiedziona.

 - Bo muszę iść do Malfoya. - odpowiedziałam, kierując się do drzwi. Im szybciej stąd wyjdę, tym lepiej.

 - Aa, no tak. - Ginny wstała. - To spotkajmy się o szesnastej przed moją restauracją. Wiecie gdzie to, prawda? - Harry kiwnął głową w geście potwierdzenia. Obaj z Didierem wstali z miejsc i wraz z Rudą przeszli do przedpokoju, gdzie czekałam ja. - To do zobaczenia jutro. - powiedziała Ginny, przytulając najpierw Didiera, a potem trochę dłużej Harry'ego.

 - Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się, odrobinę sztucznie i przytuliłam Didiera, a później Harry'ego.

 - Powiedzcie jej prawdę. - powiedziałam mu cicho na ucho. - Załamie się, ale lepiej niech wie, a nie później jeszcze bardziej rozpacza.

 Harry chyba zrozumiał, o co chodzi, bo dyskretnie złapał Didiera za rękę i uśmiechnął się do Ginny. Byli tak blisko siebie, że Ruda - na całe szczęście - tego nie zauważyła. Tym jednym gestem ukazał mi, czego się obawiał.* Gin nie mogła się dowiedzieć. A Harry i Didier musieli być bardziej czujni.

*
 - Muszę iść do pracy, Mionka, wybacz. - powiedziała Gin, gdy spojrzała na zegar.

 - W porządku, Malfoy i tak nie dzwonił, po prostu muszę jeszcze coś załatwić. To mówisz, że mogłabym pracować w twojej restauracji?

 - Tak. - uśmiechnęła się szeroko. - Jednak odejdziesz?

 - Postaram się. Pansy i Tracey pójdą ze mną, może mi jakoś pomogą. - powiedziałam, wyciągając telefon.

 - OK, to cześć. Spotkamy się później?

 - Tak, zadzwonię do ciebie. - uśmiechnęłam się, a Ginny się deportowała.

*
 - Nie. - tak brzmiała odpowiedź szefa na moje wypowiedzenie.

 - Jak to nie? - zapytała Pansy z wyrzutem.

 - Nie wtrącaj się, Parkinson. W ogóle, po coście tu z nią przylazły?

 - Chcemy wspomóc Mionę. Musi jej pan pozwolić odejść. - stwierdziła stanowczo Tracey.

 - A to dlaczego niby?

 - Bo takie jest prawo!

 - Granger, języka w gębie zapomniałaś?

 - Nie, panie Hepburn.

 - Jak oficjalnie. - uśmiechnął się perfidnie. - Powinnyście brać z niej przykład. Nawet, gdy chce odejść, wciąż wie, jak się zachować.

 - Dlaczego nie? - zapytałam po chwili ciszy.

 - Jesteś mi potrzebna, klienci cię uwielbiają. - westchnął. - Zdania nie zmienię. Koniec, kropka. - warknął po dłuższej wymianie zdań. Po jego krótkiej, acz dosadnej odpowiedzi, wyszłyśmy. Odechciało mi się wtedy wszystkiego. I jak na złość rozdzwonił się telefon.

 - Halo? - warknęłam do słuchawki.

 - Granger, nie unoś się tak z łaski swojej. - irytujący głos Malfoya przywrócił mnie do rzeczywistości. - Człowiek dzwoni z pomocą, a ty mu się do słuchawki wydzierasz. Ładnie to tak?

 - Gadaj czego chcesz, bo nie mam ochoty na słowne igraszki.

 - Gryffonka coś nie w sosie. - uśmiechnął się złośliwie, czego nie mogłam zobaczyć. - W każdym razie, dzwonię, żeby cię powiadomić, że wysłałem już do Weasley'a odpowiednie papiery. Sprawa w sądzie odbędzie się za mniej więcej dwa tygodnie. Przygotuj się psychicznie.

 - Mniej czy więcej te dwa tygodnie?

 - Raczej mniej. - odpowiedział po chwili, rozłączając się.

 Za niedługo znów odzyskam Chloe.

______________________
*dla mniej lub bardziej świadomych - Harry obawiał się odrzucenia Ginny. Chciał się z nią nadal przyjaźnić.

=^^=
No to tak.. Na początku, to powinnam chyba poinformować, dlaczego brak bonusu. Otóż za krótko znacie się z moim naj-naj-najulubieńszym paringiem z tego opowiadania. Skoro bonus o Harrym i Didierze jest meeeega długi (nie martwcie się, podzielę go na jakieś 3 części, ale wyślę wszystko razem.. właściwie to tylko rozdzielę te części takimi wielkimi cyframi, na pewno zauważycie, jak już zaczniecie czytać, więc jak będziecie chcieli dokończyć w innym czasie czytać, to żeby nie było, że jestę taka zła i każę Wam wszystko na raz, bo inaczej się nie połapiecie, gdzie skończyliście XD - jeśli ktokolwiek cokolwiek z tego zrozumiał, powo ;-;"), to mógłby to być również i spoiler, gdyż nie wszystko dzieje się we Francji (pierwsza część będzie we Francji, dokładniej - Paryżu, druga w podróży do domu, nie będę tłumaczyć, dlaczego się po prostu nie teleportują, dowiecie się przy czytaniu, a trzecia będzie w Londynie, trochę dalej, niż tam, gdzie przyłapała ich Mionka). Dlatego też postanowiłam, iż trochę dłużej przytrzymam ten bonus na moim kochanym dysku, a dopiero, gdy sama Mionka dowie się odrobinę więcej o tajemniczej relacji, opublikuję go również i dla Was.

ło, to się rozpisałam.. x.x
Liczę na komentarze~!

xoxo
Sakura

PS Przepraszam, że tak późno, ale miałam tak trochę mało czasu na pisanie xd

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział 9.

 - Czyli co, poznał jakąś dziewczynę i tak po prostu odszedł? Bez słowa?

 - No znaczy się... To nie było tak, że ją poznał i zmienił się całkowicie jego światopogląd, on po prostu wmówił sobie, że jego rodzina jest dla niego za biedna, że przy rodzinie tej laski, wychodzimy jak banda kretynów i  w ogóle... - wytłumaczyła dość kulawo Ginny, obracając w palcach kieliszek z ledwie kilkoma kropelkami wina.

 - Ale jak się tego dowiedziałaś? Przecież chyba nie powiedział wam twarzą w twarz, że uważa was za najgorsze ścierwa.

 - No wiesz... on wyjechał, zostawiając te mniej potrzebne rzeczy... i ten... George znalazł jego pamiętnik... no i... korciło. - uśmiechnęła się iście uroczo, a ja się zaśmiałam. - I w dodatku, zaraz przed swoim wyjściem, zaczął na nas wrzeszczeć... i chyba jednak to wykrzyczał. A później przyszedł dokument z urzędu. I już.

 - Jejku, co za okropny się z niego człowiek zrobił. Myślisz, że to przez tę bitwę?

 - Całkiem możliwe. Przecież wiesz, jaki był wcześniej. Albo dostał jakimś zaklęciem i teraz świruje. Wiesz co, Mionka? - przedłużyła śmiesznie ostatnie "a". - Może byśmy tak poszły do Harry'ego, co? On pewnie usycha z nudów.

 - Ma Didiera.

 - Ale on potrzebuje kogoś, kto zna go lepiej, dłużej i w ogóle...

 - To samo mówiłaś, gdy chciał wyjechać.

 - No wiesz, w końcu nie wolno zostawić kobiety swego serca na pastwę Londynu, a samemu ruszając do wspaniałej Francji. Ciekawa jestem, czy kogoś tam poznał.

 - Tak, poznał zapewne wiele osób, ale nie martw się, Gin. Jeśli naprawdę cię kocha, to wierz mi na słowo, że cię nie zdradził.

 - No to chodźmy go odwiedzić i dowiedzmy się tego osobiście! - wykrzyknęła radośnie Gin, zwracając na siebie uwagę Dizzy i Mimzy, które od razu wstały z kanapy i zaczęły biegać za nią, szczekając i merdając ogonami.

 - Jak chcesz. - odpowiedziałam i ruszyłam za nią do drzwi, wcześniej dosypując karmy dla psów i dolewając im wody. Zapewne długo nas nie będzie, tym razem naprawdę. Jeśli Ginny chce czegoś nieosiągalnego, to zawsze to dostaje, jednakowoż mija sporo czasu, nim wreszcie to zdobędzie. A informacja o tym, czy Harry miał w Paryżu jakieś kochanki, z pewnością należała do jednej z "takich" spraw.

***

 - Czyli co, nikogo nie miałeś? - zapytała po dwugodzinnej rozmowie Gin. Jak mówiłam, takie sprawy trwają strasznie długo.

 - Zapytałaś tylko o kochanki. - przypomniał jej Harry.

 - No tak, racja... To co, żadnych nie miałeś?

 - Oczywiście, że nie. - powiedział Harry, spoglądając dyskretnie na Didiera. Niezbyt mi się to podobało, ta ich zażyłość. I tu wcale nie chodziło o zazdrość. Chodziło mi tylko i wyłącznie o dobro Ginny.

 Chociaż... czym ja się przejmuję? Przecież Harry nie jest gejem, ani biseksualistą, bo od razu by nam o tym powiedział. Didier może wygląda na "innego", ale czym to świadczy? Przecież nie każdy gej nosi rurki, nie każdy gej zachowuje się typowo kobieco. Co z tego, że ci stereotypowi tak robią? Harry i Didier...? Phie, przecież to niedorzeczne! Nie w tym życiu!

 - Harry, możemy zostać na noc? - zapytała błagalnie Ginny. - Późno już się robi, a wiesz jak to z Mioną jest, ona nadal niezbyt przepada za magicznymi środkami transportu... - doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, iż Ginny chce tylko posiedzieć dłużej z Harrym. Nie miałam jej tego za złe. Przynajmniej nie powiedziała, że jestem jakimś tchórzem. - ...a wiesz jak to w mugolskich okolicach bywa. Wszędzie gwałciciele, mordercy, złodzieje...

 - Rozumiem, Gin, możecie zostać. - zaśmiał się Harry. On chyba też już wiedział, co chodzi Rudej po głowie. - Na górze mamy bałagan, ale jak się weźmie różdżkę, to można wszystko zrobić w trymiga. Łóżka też się jakieś znajdą, a jak nie, to sami zrobimy. - uśmiechnął się do niej promiennie. Zresztą, w blasku kominka chyba wszystko wyglądało... bardziej magicznie.

 Jednak Ginny nie do końca o to chodziło... no cóż, Harry może nie należy do osób najbardziej kojarzących takie sprawy, ale cóż się dziwić, skoro został wychowany przez tak dobitnych ludzi? Oni to zrobili z niego wręcz taką osobę na posyłki... takiego... przynieś-wynieś-pozamiataj. Naprawdę mu współczuję.

 - To może ja pójdę posprzątać. - zaoferował się Didier z szarmanckim uśmiechem i chwilę później już go nie było.

 - Macie z sobą jakieś piżamy, czy coś? - zapytał Harry.

 - Chyba będziesz musiał pożyczyć mi jakąś swoją koszulkę, Harry. - westchnęła teatralnie Gin.

 - Przecież możecie sobie przetransmutować, albo deportować tu jakieś. - wtrącił się Didier. Najwyraźniej "nasz pokój" na tę noc został już uprzątnięty... albo po prostu nie było co sprzątać. Widziałam złość w oczach Ginny. Ona chyba zaczęła na poważnie brać te wszystkie spojrzenia Didiera, skierowane do Harry'ego, te czułe słówka... ale nie zauważyła, iż Didier jest po prost dżentelmenem i mówi to do wszystkich... za wyjątkiem jej, co jest odrobinę dziwne.

 - To my pójdziemy już na górę. - powiedziałam i pociągnęłam Ginny za łokieć, deportując się z nią do "naszego pokoju".

 - Co ty wyrabiasz? Przecież miałaś udawać, że nie lubisz teleportacji! - warknęła na mnie.

 - Co ja wyrabiam? Co ty wyrabiasz! Ginny, spójrz na siebie. Po co robisz z Didiera "tego złego"? Przecież to tylko przyjaciel Harry'ego, a nawet gdyby byli z sobą bliżej, z pewnością powiedzieliby nam o tym. To jest wciąż nasz Harry! Prawdomówny, pomocny i, wreszcie szczęśliwy, Harry! Nie możesz się cieszyć z jego szczęścia? Z tego, że wreszcie znalazł kogoś tak wspaniałego jak Didier? I nie mówię tu oczywiście o tym, że są parą. Ginny, on znalazł przyjaciela! Przy-ja-cie-la! Nie żadnego kochanka! - wyrzuciłam z siebie i opadłam na mocno skrzypiące łóżko.

 - Masz rację, Herm. - odpowiedziała po dłuższej chwili i usiadła obok mnie. - Przepraszam. - przytuliła się do mnie, a ja odwzajemniłam ten gest.

 - W porządku, Ginny. - powiedziałam cicho w jej włosy. - Ale to nie mnie powinnaś przeprosić.

 - Wiem, wiem, Herm. Zrobię to jutro. - powiedziała ledwie słyszalnie i wyciągnęła z torebki różdżkę. Machnęła raz i drugi, szepcząc coś pod nosem i chwilę później była już wymyta i ubrana w długą do kolan koszulę. - Dobranoc.

 - Dobranoc. - odpowiedziałam i również wykonałam kilka zaklęć, a chwilę potem przykryłam się ciepłą, pachnącą kołdrą. Zobaczymy, co jutro przyniesie nam dzień.

***

 Obudził mnie dźwięk przytłumionej rozmowy z dołu. Ginny wciąż spała, więc to prawdopodobnie Harry i Didier się o coś kłócili. Z jakiegoś wieszaka wyczarowałam sobie parę kapci, które włożyłam na bose stopy. Zeszłam po cichu na dół, a schody pierwszy raz odkąd tu ostatnio byłam, nie skrzypiały. Pewnie musieli coś z nimi zrobić przy remoncie. Tak jak z obrazem matki Syriusza i głowami skrzatów.

 Gdy wychyliłam głowę z kuchni, to co zobaczyłam omal nie zwaliło mnie z nóg. Harry trzymał w mocnym uścisku twarz Didiera, który opierał się bezwładnie o blat, próbując na niego nie spaść przy pocałunku. Zamknęłam cicho drzwi, nie chcąc im przeszkadzać. Pobiegłam na górę równie cicho, jak stamtąd zeszłam.

 Nie mogę o tym powiedzieć Gin. Nie zniszczę jej wszystkiego, na co tak długo czekała. Harry sam będzie musiał jej o tym powiedzieć.

=^^=
Ohayo~!
Przepraszam, że rozdział tak krótki i do tego tak późno.
Pewnie spodziewaliście się wcześniejszej godziny, so? XD
Nie chcę tu wypisywać kazań o tym jaka to ja jestem zła,
bo pewnie nie to Was interesuje, hmm?
Hehe, co do HxD może w pierwszym bonusie (data jego
dodania znajduje się w proroku codziennym, do którego radzę
co jakiś czas zaglądać, w razie zmiany terminu czy czegoś tam)
umieszczę dokładnie całą tę scenę... i być może jeszcze to, jak
się poznali w Paryżu. :)
Chcecie tak? Komentujcie~! Proszę o opinie, tylko szczere~!

xoxo
Sakura

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 8.

POSTANOWIENIE NOWOROCZNE
 - DOKOŃCZYĆ WSZYSTKO, CO DO SKOŃCZENIA :)

Do domu Rona nie trzeba było wiele przejść, natomiast łatwo było się zgubić. Ktoś, kto znał ulice magicznego, jak i niemagicznego Londynu nie miał z tym żadnego problemu.

 - To co, gdzie teraz? Tu jest ślepy zaułek. - warknęła Pansy, najwyraźniej nie przyzwyczajona do takich wypraw.

 - To tu. - powiedziałam, śmiejąc się i wyciągając różdżkę. Szepnęłam zaklęcie, po które musiałyśmy wracać się do Malfoya, gdy byłyśmy już przy wyjściu. Ależ z niego była szuja, śmiał się z nas dobre piętnaście minut. Zapisał tylko na kartce adres i to, że trzeba znać zaklęcie. Co to ja encyklopedia jestem? Nie znam wszystkich zaklęć, miałam prawo nie znać też tego.

Betonowa ściana rozsunęła się, ukazując nam ładny, wiejski krajobraz. Słońce prażyło jaskrawo, więc do przejścia choćby metra dalej przetransmutowałyśmy jakieś śmieci w okulary przeciwsłoneczne. Wiem, wiem, to była straszna strata czasu.

Wracając, przeszłyśmy się kawałek, rozglądając dookoła. Była tu tylko jedna droga, wyglądająca, jakby nigdzie nie miała końca. Naprawdę wspaniałe miejsce. Z obu stron zaczepiali nas mieszkańcy. Wystawiali głowy zza wysokich krzewów, lub otwierali furtki. Niektórzy zapraszali na poczęstunek, inni pytali, czy się tu nie wprowadziłyśmy. Najwyraźniej gościnność była u nich na pierwszym miejscu. Wspaniali ludzie, mieszkający we wspaniałym miejscu. Nie tu powinni mieszkać ludzie pokroju Ronalda.

 - Ciekawe, co teraz robi Harry. - westchnęła Ginny, wdychając świeże powietrze. Strasznie się różniło od tego pełnego zanieczyszczeń, Londyńskiego smrodu.

 - Pewnie oprowadza Didiera. - podsunęłam, rozglądając się. Numer 56, a my jesteśmy dopiero na 14. Trochę czasu minie, nim dojdziemy do odpowiedniego domu.

 - Tak, pewnie tak. - powiedziała Ginny, nieco kąśliwie.

 - Daj spokój, Ruda, jesteś zazdrosna nawet o tego Francuza? Przecież to facet! - Tracey zaśmiała się perliście.

 - Nie chodzi o to, że jestem o niego zazdrosna. Po prostu... on zabiera mu zbyt dużo czasu. - mruknęła i nic już nie mówiła, aż nie doszłyśmy pod odpowiedni dom. Prawie niczym nie różnił się od poprzednich, jedynie z ogrodu za nim wystawał kawałek huśtawki. Najwyraźniej wyczarowali dla Chloe cały plac zabaw.

 - To co, idziemy wszystkie czy sama Mionka? - zapytała Pansy.

 - Nie obraźcie się, dziewczyny, ale chyba chcę iść z Gin. Idziesz? - zapytałam Ginny, a ta pokiwała chętnie głową. Strasznie się nakręciła na obejrzenie ich domu.

Otworzyłyśmy furtkę i w tempie ekspresowym znalazłyśmy się pod drzwiami. Zadzwoniłam do dzwonka, chwilę czekając, aż ktoś otworzy. Usłyszałyśmy przytłumione "już idę" i chwilę później drzwi się przed nami otwarły... a dokładniej otworzyła nam Bea, ubrana w cienki szlafroczek z jakiegoś prześwitującego materiału, ukazującego jej turkusową koszulkę nocną.

 - Ron, musisz zejść! Teraz! - podkreśliła ostatnie słowo, wciąż patrząc na nas, jakbyśmy były co najmniej włamywaczami. A przecież to ona ukradła mi córkę.

 - Co jest tak pilnego, że muszę zrywać się... - schodząc po schodach zerknął na zegarek. - ...o czwartej, gdy dopiero co wróciłem z pracy i mam ochotę iść... - stanął jak wryty, gdy zobaczył nas w drzwiach. Ruda wyszczerzyła swe śnieżnobiałe ząbki i pomachała mu, jakby incydent z Chloe nigdy nie miał miejsca, a ona tylko przyszła odwiedzić swego brata. - C-co wy tu robicie...? Jak nas znalazłyście?

 - Instynkt macierzyński. - powiedziałam, patrząc na niego obojętnie. Nie będę tracić nerwów, nie po to się tego uczyłam przez te wszystkie lata odcięcia od świata magicznego.

 - A dokładniej: magia. - wytłumaczyła Gin, a ja pierwszy raz w życiu miałam ochotę zakneblować jej tę śliczną, piegowatą buźkę. Zamiast tego zgromiłam ją wzrokiem, a ona się skuliła i uśmiech spłynął jej z pomalowanych czerwoną szminką warg. Nawet nie wiedziałam, że mam taką moc (XD - dop.aut.).

 - To co, oddacie mi córkę, czy będziemy czołgać się po sądach, aż wreszcie uderzy w was sprawiedliwość? - zapytałam, od razu przechodząc do sedna. Jeszcze trochę, a naprawdę komuś przyłożę.

 - A może zapytasz swojej córki... przepraszam, teraz już naszej córki... czy woli być z nami, czy z tobą? - zapytała Bea, a złośliwy uśmieszek wpłynął na jej twarz.

***

 - Oni jej coś zrobili. Wiem to. Zrobili coś mojej małej Chloe. - powiedziałam cicho, ledwie powstrzymując łzy cisnące mi się do oczu. Powiedziała, że mnie nie zna. Nie zna swojej własnej matki, z którą przeżyła całe dotychczasowe życie.

 - Granger, nie rycz. - Malfoy podał mi opakowanie chusteczek. Przyjęłam je z cichym "dzięki". - Naprawdę nie powinnaś na tak długo zostawiać magii. Zapomniałaś już o starym, dobrym Obliviate?

 - Weź mi nie mów o dobrze, to zaklęcie to samo zło, powinni je zakazać już dawno temu po tym, co się stało z Lockhartem.

 - Dostał zepsutą różdżką, więc się nie dziw, że wciąż jest... taki. - wykonał niezidentyfikowany ruch ręką. - Zresztą, w słowie "dobrze" miałem na myśli "niezawodnie". Tak w ogóle, gdyby to zaklęcie zakazano, Aurorzy nie mogliby go używać, a co za tym idzie, gdyby jakiś mugol coś zobaczył nie moglibyśmy skasować mu pamięci. Zacznij myśleć też o innych, co? Nie ty jedna masz problemy.

 - Nieważne, Dracze. - wtrąciła się Pansy. - Pomożesz nam czy nie?

 - No jasne, że tak. Z miłą chęcią wpakuję tego rudzielca do Azkabanu. - uśmiechnął się, patrząc na zachodzące już słońce.

 - Jeśli masz skłonności sadystyczne, nie powinieneś zostać Aurorem. - powiedziałam.

 - Czy ty musisz brać wszystko na poważnie, Granger? - warknął, odwracając wzrok od okna. - Wiecie co? Idźcie już. Muszę pracować.

 - Oj, już się tak nie wściekaj. - powiedziała Pansy, wstając. Podążyłam za nią, nawet się z nim nie żegnając.

 - No to co teraz? - zapytała Ginny, podbiegając do nas.

 - Musimy czekać. - powiedziałam, wolnym krokiem kierując się w stronę wind.

 - Ale jak to "czekać"? To co, on sobie będzie siedział za swoim biurkiem i myślał, nawet nie ruszając tych swoich arystokratycznych czterech liter, a my mamy czekać, aż wreszcie mu coś do tej tlenionej głowy przyjdzie? On sobie chyba kpi!

 - Niech się pani uspokoi, dobrze? - zapytała przez zęby Astoria, zdejmując swoje okulary. - Nie jest pani jakąś gwiazdką, więc proszę się zachowywać, bo inaczej wezwę ochronę.

 - Och, już sobie idziemy. - burknęła Ginny, porywając z kanapy swoją torebkę i szybkim krokiem do mnie dołączając.

 - To gdzie teraz? - zapytała Ruda, postukując obcasem o chodnikową płytę.

 - Chyba trzeba odwołać alarm. - powiedziała Tracey, zamawiając taksówkę.

 - To wy jeszcze tego nie zrobiłyście?! Przecież prosiłam! - powiedziałam.

 - Odwołałyśmy, spokojnie. - powiedziała Gin. - Tracey się coś pomyliło.

 - A ty nie musisz wracać do tej swojej restauracji?

 - Nie, jak Mionka zadzwoniła i wszczęłyśmy ten alarm to się zwolniłam na cały dzień. - mruknęła, odgarniając z czoła kosmyk włosów.

 - No to... nie wiem... Może chodźmy odwiedzić Harry'ego? - zapytałam z czystej ciekawości, jak zareaguje Ginny. Jej twarz w pół sekundy wyraźnie pojaśniała.

 - Tak, chętnie! - wykrzyknęła radośnie, pierwszy raz wyglądając za taksówką.

 - To my pojedziemy do siebie, a wy idźcie do tego Pottera. - powiedziała Pansy, wyciągając z torebki puderniczkę.

 - Nie chcecie iść z nami? Harry na pewno nie będzie miał nic przeciwko. I poznacie Didiera, on jest naprawdę w porządku. - dodałam.

 - Miona, a ty się czasem nie zakochałaś w tym całym Didierze? Bo tak ciągle o nim gadasz i w ogóle...

 - Co ty, Pan, nie bądź śmieszna! Przecież ja go prawie wcale nie znam!

 - Ale to by było super, chodziłybyśmy na podwójne randki. Ja z Harrym, ty z Didierem. - rozmarzyła się Ruda.

 - A on nie jest przypadkiem młodszy? - wtrąciła się Tracey, psując atmosferę.

 - No trochę jest... - westchnęła Ruda. - Ale to ci przecież nie przeszkodzi, prawda?

 - Nie wiem, Gin, ja naprawdę nie mam ochoty mieć nikogo. No, przynajmniej teraz. Zanim się pozbieram po odzyskaniu Chloe, jeśli w ogóle uda mi się ją odzyskać, będę chciała spędzać z nią więcej czasu. I jest jeszcze kwestia pracy. Gdybym przestała, nie miałabym jak utrzymać tak dużego domu, siebie, Chloe i psów razem. Straciłabym wszystko, łącznie z możliwością opiekowania się Małą.

 - No to mogłabyś zatrudnić się u mnie. Na początku dawałabym ci trochę większą stawkę, aż nie postawiłabyś się na nogi. Przecież to jest możliwe.

 - A co jeśli by nie wystarczyło? Jeśli straciłabym dom?

 - To zamieszkałabyś u mnie. Pomieścilibyście się. - uśmiechnęła się pogodnie. - A jeśli nie, to mama na pewno cię przyjmie.

 - Nie wiem, czy po tym, jak złamałam Ronowi serce... podobno... to czy nie będzie czuć do mnie jako-takiej złości.

 - No coś ty, Ron odszedł, sam się nas wyrzekł. - o tym fakcie mi nie wspominała. Jednak nie powiedziałam już nic, gdyż właśnie przyjechała taksówka. U Harryego, bądź u mnie, na pewno uda się porozmawiać na spokojnie.

=^^=
No więc... troszkę długo mnie nie było... hihi
Mam nadzieję, że się nie gniewacie aż tak bardzo, co? Ale zauważcie, że rozdział jest w miarę długi xd Powinien starczyć jako rekompensata. Ah, właśnie, skoro o tym mowa: czy wy nadal chcecie ten taki bonus za tamtą kilkutygodniową nieobecność, czy może starczy Wam zmniejszenie odstępu czasowego w dodawaniu nowych rozdziałów? Powiedzmy, co jakiś tydzień... czy coś? XD
Albo mam lepszy pomysł. Napiszecie mi, czy:
  •  chcecie inne opka Dramione mojego autorstwa po skończeniu tego (bo się zdecydowałam, że pisać mogę o heterykach, nie jest to już u mnie aż tak dziwne, czy rzadkie, więc zdecydowałam, że dla publiki pisać będę, ale musicie być i mnie wspierać i komentować xd)?
  • czy pasuje Wam taki układ, że gdy skończy się to opowiadanie, napiszę takie kilkuczęściowe bonusy dotyczące innych paringów z tego opka? Będzie to od razu za te wszystkie nieobecności, spóźnienia, etc., no chyba, że chcecie coś zupełnie innego.
  • co ile chcecie dodawane rozdziały? Min. tydzień odstępu, wybierzcie po prostu dzień, a ja Wam w przyszłym rozdziale napiszę, jak można pogodzić moje zajęcia z terminami dodawania, OK? XD

piątek, 22 listopada 2013

Sowa III

To co zaraz Wam napiszę jest straszne, okrutne i niewybaczalne. Najlepiej mnie skatować za ten haniebny czyn. Chociaż... nawet kara śmierci nie będzie tu najlepszym rozwiązaniem. W końcu sama piszę najpierw, że zostawienie opowiadania w trakcie jego pisania jest zbrodnią, a teraz chcę zrobić coś podobnego... eh, to może wreszcie napiszę o co chodzi:

Otóż, moje żabcie, misie-pysie, czy jak sobie tam chcecie, zawieszam bloga. Nie mam weny, dodatkowo zaczynam coraz mniej lubić HP więc prawdopodobnie to opo wcale nie zostanie skończone, lub poproszę jakąś zaprzyjaźnioną mi pisarkę, by skończyła to pisać za mnie (tak, pomysł cioci Venetii i jej nowych planów na Dramione). Męczą mnie już heterycy i parki damsko-męskie, chcę żeby się coś działo, a takie żałosne pogaduszki między kobietą, a mężczyzną są jak najbardziej nie na miejscu i przede wszystkim - śmieszą mnie. Wszystko w tych przesłodzonych opowiadaniach jest o wielkiej miłości, jaka ich połączyła i o tym, jak by to było źle, gdyby oni nie byli razem. ojojoj, to żenada.
Nie obrażam Waszych dzieł. Co to, to nie. Chcę tylko, byście starali się mnie zrozumieć. Nie potrafię już pisać nic o takich "zwyczajnych" parach, no przynajmniej nie potrafię o ich kontaktach cielesnych, bo uczucia są takie same w związkach damsko-męskich, męsko-męskich, jak i damsko-damskich.

To moje postanowienie jest oczywiście tymczasowe... być może skończę to pisać, już chciałabym w przyszłym roku, ale nie wiem, co z tego wyjdzie. To może być nudne jak flaki z olejem. Dlatego potrzebuję, by pod tym postem podpisał się każdy, kto przeczytał choć kilka rozdziałów (których tak w sumie jest kilka), żebym wiedziała, że będę miała dla kogo pisać i do kogo wrócić. Możecie pisać swoje propozycje, wszelką krytykę (oczywiście bez wyzwisk i przekleństw), zmiany (czyli co chcielibyście tu zobaczyć, co Wam się nie podoba [i tutaj piszę o postaciach, nie o wyglądzie bloga XD], etc.), ale jeśli nie chce Wam się pisać mega kreatywnych komentarzy na piętnaście linijek - napiszcie zwykłe buźki, czy też serduszka. Lubię buźki i serduszka. Nie przeszkadzają mi. Wystarczy tylko, że zapewnicie mnie o tym, iż chcecie ciąg dalszy.

Do każdego, kto chce przeczytać kolejny rozdział tegoż Dramione - proszę o komentarz!

xoxo
Sakura

PS Wciąż piszę drugi blog, tam są te "wymyślne" parki. Jeśli będziecie mieli czas i chcicę na przeczytanie czegoś, co wyszło z mej chorej mózgownicy (co jest oczywiście niemożliwe, bo istnieje wielu dużo lepszych autorów i każdy pisze wyjątkowo, a ja to tylko jedna z tych, co to chcą się wybić ;-;) to zapraszam na niego: http://stories-by-sakura.blogspot.com/

sobota, 2 listopada 2013

Liebster Blog Awards II + Sowa

Hej!
To już moja druga taka nominacja. Naprawdę cieszę się, że mój blog się podoba.
Szczerze to nie myślałam, że liczba moich czytelników nie przekroczy dwójki, a tu proszę: jest aż 11.
W sumie to nawet lepiej, że zostałam nominowana, bo mam do Was parę spraw.
Na początku chciałam Wam podziękować za tyle wspaniałych komentarzy, których jest aż... 67 (o.O) i za taką ilość wyświetleń, jaką jest niecałe 2,5 tysiąca.
Dziękuję również za te wszystkie ciepłe słowa, których użyliście, by opisać moje wypociny. Cieszę się, że mam Was wszystkich!
Chciałam też zapytać, czy moją rekompensatą za takie luki w datach chcecie przetłumaczoną z angielskiego na nasz kochany (?) polski język miniaturki, składającej się z dziesięciu części bodajże. Jest ona za czasów James'a Potter'a, ale opowiada o miłości pomiędzy Syriuszem, a Remusem, dlatego też nie wiem, czy mam ją tu udostępniać, skoro pewnie większość z Was brzydzi się par homoseksualnych i nie ma zamiaru czytać tego, co opublikuję. Nie chcę Was urazić, dlatego musicie mi w komentarzach napisać, czy chcecie taką opowieść, czy mam specjalnie dla Was coś naskrobać o dramione, co - tak nawiasem mówiąc - będzie raczej dużo gorszej jakości i przede wszystkim - krótkie.
Chciałam też wspomnieć, iż jeśli któreś z Was ma ochotę na przeczytanie czegoś, co nie jest związane z ff Potterowskim i jest mojego autorstwa, to zapraszam na http://stories-by-sakura.blogspot.com/

To teraz powróćmy do LBA:

Zostałam nominowana przez Victorie la Roulette

Skopiowane od Victorie (xD):
W ramach przypomnienia nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". [...] Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11. pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11. osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11. pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

1. Czy umiałabyś oddać własne życie za ważną dla Ciebie osobę?
Oczywiście, że tak.

2. Jeżeli miałabyś do wyboru ucieczkę i stanięcie twarzą w twarz z wrogiem, co byś wybrała?
Jestem człowiekiem raczej tchórzliwym, dlatego piszę o odważnej (podobno) Hermionce.
Wybrałabym raczej ucieczkę, no chyba, że ktoś stanąłby obok, do tego "twarzą twarz z wrogiem" i wspierał mnie, nie tylko mentalnie xd

3. Twoje najpiękniejsze przeżycie?
Nie mam takich. : )

4. Z czego czerpiesz inspiracje i jak zaczęłaś swoją przygodę z pisarstwem?
No więc(tak, wiem, że od tego się nie zaczyna pisać zdania ;d) ja zaczęłam pisać różne dziwne historie jeszcze gdzieś tak w czwartej, bądź piątej klasie podstawówki. Wtedy nie miałam ani odrobiny swoich pomysłów i pisałam do komputera skopiowane prace z imionami i nazwiskami pozmienianymi, choć uświadomiłam sobie o tym stosunkowo niedawno. Potem pisałam "We Slay Stars", co było porażką absolutną na skalę światową, dlatego też usunęłam tamtego bloga i zaczęłam pisać ten. Z początku nie miałam żadnych pomysłów, co by tu napisać, lecz z biegiem czasu przychodziły mi do głowy falami i musiałam to wszystko spisywać, by potem łączyć i tworzyć to, co jest tam na dole xd Ogólnie postanowiłam sobie, iż napiszę Dramione i tak oto powstało to tutaj, beztytułowe dzieło (jestem słaba w wymyślaniu tytułów..).
A jeśli chodzi o inspiracje, to ten tutaj filmik mnie natchnął <klik> - może nie przedstawia Dramione, lecz jest on takim... arcydziełem, które (wg mnie) dodaje weny każdemu amatorowi i nie tylko.

5. Czy pieniądze potrafiłyby Cię tak zamroczyć, że zerwałabyś kontakt z przyjaciółmi?
Pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze.

6. Co rozumiesz przez słowo "przyjaźń" i jak dużą rolę oraz znaczenie odgrywają w twoim życiu przyjaciele?
Nie mam zbyt wielu takich "prawdziwych" przyjaciół, więc nie jestem obeznana w tym klimacie, jednakowoż mam coś do napisania w tej kwestii. Otóż moim zdaniem przyjaźń jest bardzo ważną częścią w życiu każdego człowieka, bez niej nie potrafilibyśmy normalnie funkcjonować. Przyjacielem może być dosłownie każdy: koleżanka z klasy, były chłopak, a nawet mama czy też pies. Wystarczy tylko, by przyjaciel był przy Tobie i Cię wspierał na każdym kroku; nie potrzeba słów, potrzeba serca.

7. Jakie cechy według Ciebie powinien mieć Twój ideał faceta?
Zostawię to pytanie bez komentarza. Ci, z którymi piszę i są dla mnie ważni, wiedzą dlaczego. : )

8. Ulubiona postać animowana i dlaczego?
Hm... nad tym musiałabym się trochę dłużej zastanowić. No bo prawie wszystkie obejrzane przeze mnie animowane bajki/filmy (tak, animowane filmy też istnieją xd) są tak naprawdę o chłopcach, a ich wszystkich i tak nie pamiętam, bo to mają za długie imiona, bo to coś nie tak z ich wyglądem i nie warto zapamiętywać, itp.

9. Co cenisz sobie w ludziach?
Szczerość (nawet jeśli miałaby być kłamstwem wolę to, niż fałszywą grzeczność, jaką darzą mnie moi "przyjaciele"), zaufanie (moim "przyjaciołom" nie mogę ufać, przynajmniej nie we wszystkich przypadkach), inteligencja (mądrzy, ale nie mądrzący się), poczucie humoru (+dodatkowo wiedzieć, kiedy trzeba się śmiać, a kiedy siedzieć cicho. I znów porównanie do moich "przyjaciół"), itd.
Tak, wiem, jestem okropna. Mówię o moich przyjaciołach jak o tych złych, a sama nie jestem lepsza.. :/

10. Chciałabyś podróżować w przyszłości?
Nie.

11. Myślisz, że możliwe jest, iż w przyszłości następne pokolenia przesiedlano na inne planety?
W dalekiej, baardzo dalekiej przyszłości, tak.

Nominuję:
(żeby później nie było, chcę żebyście obie odpowiedziały oddzielnie)
(nie wiedziałam, czy napisać ten znaczek, czy to, więc napisałam to xd)
(nie wiem, czy w końcu zawiesiłaś, cz jeszcze czasem bywasz, także ten...)

No, to tyle tego jest xD
Wiem, wiem, miało być 11., ale ja większość ostatnio nominowałam i uznałam, że to by była lekka przesada, gdybym kogoś znów tak nominowała...

Pytania:
1. Czy wierzysz w miłość?
2. Co zmieniłbyś/zmieniłabyś, gdybyś miał/a nieograniczoną władzę na Ziemi?
3. Czy Twoim zdaniem okazywanie sobie uczuć w miejscach publicznych pary homo i hetero czymś się różni? I czy obrzydza Cię to?
4. Dlaczego warto żyć?
5. Uważasz, że Bóg jest wszechmogący?
6. Wierzysz w istnienie ludzkich dusz?
7. Uważasz, iż ludzie, którzy byli po "tamtej stronie":
1)kłamią
2)mówią prawdę
3)byli w takim stanie, że pulsu nie da się wykryć (tak działają niektóre narkotyki, jak słyszałam) i śnili o czymś, o czym później opowiadali?
8. Masz jakieś nadzwyczajne zdolności, przewyższające umiejętności przeciętnego człowieka?
9. Czy Ty też nienawidzisz stereotypów?
10. Co sądzisz o tzw. "dzieciach XXI wieku"?
11. Ile masz lat?

Moje pytania są dziwne i nie na temat.. o.O
Ja jestem dziwna... O.o

Pozdrawiam!

xoxo
Sakura

środa, 23 października 2013

Rozdział 7.

Rozdział z dedykiem dla La Fin De La Vie!
Za pisanie tak świetnego Dramione!

 - Najpierw może opowiedz mi o swojej sytuacji finansowej. - zaczął neutralnym tonem.

 - Nie martw się, Malfoy, zapłacę ci. - odpowiedziałam.

 - Granger, tu nie chodzi o pieniądze dla mnie. Trzeba odhaczyć wszystkie możliwe opcje. W tym też kradzież dziecka dla okupu.

 - Nie, to na pewno nie była kradzież dla okupu. Mam już nawet pewną teorię, co do tego, kto mógł ukraść Chloe.

 - W takim razie powiedz, czego ode mnie oczekujesz? Masz już sprawcę i pewnie też wiesz, dlaczego ukradł twoje dziecko. Więc nie rozumiem, dlaczego przychodzisz z tym do mnie.

 - Ponieważ ten, który ukradł mi dziecko też jest aurorem, a w dodatku nie wiem, gdzie on mieszka.

 - Czyli to on?

 - Tak, to on, ale pomogła mu w tym kobieta. Znasz ją.

 - Kto...?

 - Bea. - wtrąciła Pansy.

 - Ta mała blondynka, która zawsze łaziła za Astorią? - zapytał jej.

 - Tak, to ona.

 - Dlaczego uważasz, że to Bea ją zabrała? Przecież to mógłby być każdy. - tym razem zwrócił się do mnie.

 - Malfoy, ja wiem, że ty wierzysz w to, iż Węże wcale nie są takie złe, ale ona byłaby do tego zdolna. Znałeś ją w ogóle?

 - Trochę. - odpowiedział, wykonując dziwny ruch dłonią.

 - No właśnie.

 - Ale nie odpowiedziałaś mi: dlaczego uważasz, że to zrobiła Bea?

 - Bo jako jedyna wiedziała, kiedy mnie nie ma i w dodatku jest opiekunką Chloe, a raczej była.

 - A skąd wiesz, że ktoś nie zabrał również Bei i dlatego nie odbiera telefonów? Bo nie odbiera, prawda?

 - Oh, ty myślisz zupełnie jak Ginny. Ona też twierdziła, że Ron nie brał w tym udziału, ale jak jej wytłumaczyłam...

 - Chwila! Porównujesz mnie do młodej Weasleyówny? - przerwał mi.

 - Tak. Jesteście nawet do siebie podobni.

 - Nigdy więcej tak nie gadaj. - syknął, mierząc mnie nienawistnym spojrzeniem. - Ej, ty powiedziałaś, że Ron Weasley brał w tym udział?

 - Tak, myślę, że to właśnie on porwał małą.

 - Weasley miałby kogoś porwać? - prychnął. - Może i dostał się na aurora, ale to nie znaczy, że umiałby coś takiego zrobić.

 - Ronald jest inteligentnym człowiekiem, tak samo jak Bea, więc nie rozumiem, dlaczego nie chcesz mi uwierzyć.

 - OK. Powiedzmy, że to Weasley porwał twoją córką, ale dlaczego miałby to robić? - spojrzałam błagalnym wzrokiem na Pansy.

 - Musisz mu powiedzieć, wszystko. Inaczej będziemy stać w miejscu. - powiedziała Pan.

 - Dobra, a więc Ron... on jest ojcem Chloe. - powiedziałam i schowałam twarz w dłoniach, by ukryć rumieńce. Dlaczego się rumieniłam?

 - Granger, to takie straszne, że Weasley jest ojcem twojego dziecka? Bez przesady, ja od zawsze wiedziałem, że to on ci spłodzi jakiegoś bachora. Ale nadal nic z tego nie rozumiem. Skoro to on jest ojcem, to dlaczego miałby porywać własne dziecko?

 - Bo ja... jakby to powiedzieć... uciekłam? Tak, to chyba odpowiednie słowo. Jak byłam w trzecim miesiącu ciąży, wyjechałam do mojego rodzinnego domu i mieszkam tam do dziś, a Ron kompletnie nic nie wiedział.

 - Dlaczego wyjechałaś?

 - Bo chodziłam wtedy jeszcze do Hogwartu. Pewnie nie zastanawiało cię, dlaczego największa kujonica zniknęła przed ukończeniem pierwszego semestru?

 - Nie, szczerze mówiąc nie interesowało mnie to w najmniejszym stopniu.

 - No więc już wiesz. Pomożesz mi wreszcie odnaleźć córkę?

 - Jeszcze nie. Nadal nie wiem, dlaczego wyjechałaś. Przecież to, że byłaś w ciąży to nic nadzwyczajnego. - spojrzałam na niego jak na idiotę. Czy on myśli, że dziecko to tylko taki bonus? Że każda kobieta przechodzi przez ten okres spokojnie i wcale nie ma bólów kręgosłupa i nóg? Że poród to tylko takie chop-siup i wyjście dziecka z brzucha?

 - Człowieku, to był ostatni rok szkoły. Mnóstwo ludzi wytykających mnie palcami. Myślisz, że bym to wytrzymała? I w dodatku nie mogłabym wychowywać dziecka, gdyby się urodziło przed końcem roku szkolnego.

 - To czemu się nie zabezpieczyliście?

 - Zabijcie mnie, bo zaraz nie wytrzymam. - mruknęłam i uderzyłam czołem w blat biurka.

 - Granger, ty się dobrze czujesz? - zapytał, szturchając palcem moją - wciąż leżącą - głowę.

 - Nie, czuję się okropnie. Po co w ogóle tu przyszłam? - zapytałam samą siebie i wyprostowałam się na krześle, wreszcie na niego patrząc. - Zresztą co cię obchodzi moje życie intymne? Była zwykła wpadka i już.

 - OK. To może powiesz mi, czemu Weasley nie wiedział, gdzie jesteś, skoro był ojcem tego dziecka?

 - Bo on jej nie chciał. Kazał mi ją usunąć. Teraz wiesz, zadowolony?

 - Jak najbardziej. I zauważ, że wreszcie ruszyliśmy do przodu. To teraz przejdźmy do sedna sprawy, czyli: gdzie Weasley mógł się podziać? - wstał z krzesła i podszedł do szafy po drugiej stronie pokoju. Zdjął z niej grubą teczkę, z wielką literą "W" i zaczął ją przeglądać. - Weasley, Weasley... - mruczał pod nosem. - O, jest!

 Z powrotem usiadł za biurkiem i wyciągnął czystą kartkę z wysuwanej szuflady. Coś na niej naskrobał i wyciągnął przed siebie, drugą ręką chowając pióro i kałamarz do szuflady. Wzięłam od niego kartkę i przeczytałam czyjś adres.

 - To adres Rona?

 - Nie, świętego Mikołaja. - burknął, zamykając szufladę na klucz. - Granger, masz mózg w ogóle? Czy przez to, że nie ukończyłaś szkoły kompletnie ci się stopił? Tak swoją drogą, to gdzie ty teraz pracujesz?

 - To ty nie wiesz?

 - Nie, dlaczego miałbym wiedzieć?

 - Myślałam, że Pansy ci powiedziała. - wzruszyłam ramionami.

 - To gdzie pracujesz?

 - Tam gdzie Pans.

 - Czyli w... wiesz... burdelu? - zapytał, a ja pokiwałam głową. Jego mina była bezcenna. Aż chciałam zadzwonić po Colina. - Szczerze? Myślałem, że nawet, jak sobie nie poradzisz w magicznym świecie, to u mugoli się coś dla ciebie znajdzie, a tu taka niespodzianka. Nie chodzi mi oczywiście o to, że burdel to najgorsza praca na świecie, czy coś... - zaczął się tłumaczyć przed Pansy.

 - Spoko, Dracze, ja też uważam, że praca tam jest najgorsza na świecie.

 - A skoro mowa o mugolach, to u nich trzeba zdać maturę nawet jak się chce zostać zwykłą sprzątaczką. - powiedziałam według tego, co na ulicy słyszałam.

 - Matura to takie egzaminy końcowe, prawda? - zapytał, a ja skinęłam głową. - Głupio tak. Filch, na przykład, nie musiał nic zdawać, żeby u nas sprzątać.

 - Tak, bo Filch jest pomiędzy światem mugoli, a magicznym światem, więc do innej roboty się nie nadawał. - powiedziała Pansy.

 - Tak, to my może już pójdziemy. - powiedziałam i wstałam, kierując się do drzwi. Pansy poszła w moje ślady. - Cześć, Malfoy.

 - Do zobaczenia, Granger. - znów powrócił do papierkowej roboty, a ja wyszłam, o mało nie potykając się o sekretarkę Dracona, która przechodziła właśnie do swojego biurka.

 - Przepraszam.

 - Następnym razem uważaj jak chodzisz. - powiedziała wściekła i poprawiła okulary. O co mogło jej chodzić? Przecież to nie moja wina, że postanowiła wrócić z toalety akurat wtedy, gdy ja wychodziłam od Malfoy'a.

 - I jak? - zapytała Ginny, podchodząc do nas.

 - Mam. - powiedziałam i pomachałam jej przed twarzą kartką od Dracona.

 - Jejku, to super, wreszcie zobaczę jak mieszka Ron. - powiedziała i wyrwała mi kartkę z ręki, wczytując się w nią dokładnie. - Ale ten Malfoy dziwnie pisze. - powiedziała cicho, a mi się zdawało, że od strony sekretarki ktoś prychnął.

 - To co, idziemy? - zapytałam i skierowałam się w stronę windy. - Do zobaczenia! - krzyknęłam w stronę sekretarki, gdy wszystkie byłyśmy już w windzie i czekałyśmy, aż wreszcie łaskawie ruszy. Nawet nie podniosła głowy. Dziwna jakaś.

I wreszcie jest kolejny rozdział!
Pewnie nie mogliście się docze-
kać, zupełnie jak ja, co? xD
Po prostu miałam mały brak we-
ny co do tego opowiadania, bo
na drugiego bloga pomysły mi się
nie kończą i ciągle chcę tam pisać
coś więcej. Do innych autorów, pi-
szących dwa lub więcej blogów: też
tak macie? Jeśli tak, to tak jest tylko
na początku, co nie? Błagam, napisz-
cie, że tak. •-•

Zapraszam do komentowania!

xoxo
Sakura